Jaszmijesmukwijne

Niedzielna wyjątkowość…

Skomentuj »

… objawia się w piciu kawy z cukrem oprócz mleka. Wolałabym, żeby towarzyszyło temu wcześniejsze z łóżka powstanie i wyruszenie do kościoła, na zapewne słońcem roztańczoną Starówkę, co mogę domniemywać sądząc po wręcz nachalnych promieniach grzejących własnie moją szyję… ale że umiejętności na d czasem panowania kompletnego jeszcze nie opanowałam, to teraz nie ma co myśleć co by było gdyby, tylko czas wreszcie przeczytać babiloński epos. Niedziele miały być wolnymi od tego typu atrakcji, ale sobota mnie zaskoczyła poniekąd… poniekąd, bo połowicznie sama ją tak urządziłam. Pięciogodzinnym łażeniem, zaglądaniem, zdjęć robieniem. Trochę bardziej praktycznymi czynami również – wybrawszy się do szkoły językowaj L. [plus - dużo czerwieni!:)], nawet się wdrapałam na niezwykle wysokie drugie piętro, nawet jasno i klarownie przedstawiłam swe oczekiwania i nawet pomyślnie napisałam test. W konsekwencji [nieco dalszej, ale pomińmy nieistotne szczegóły], zabrakło mi pieniędzy na bilet do Gdańska. Poważna sprawa. Pomartwię się jutro… A konwersować po angielsku będę nadspodziewanie z Jadzią. To ci dopiero. Wesoło będzie, na dodatek w obcym języku.

Równie praktycznym uczynkiem było wydrukowanie w punkcie ksero pewnego istotnie ważnego potwierdzenia, bez któego nie mam szans na legitymację (na indeks teoretycznie też, ale żem zaradne dziewczę i indeks mam na własną niemal rękę zdobyty). Praktyczność uczynku połączona została z aspektem zabawowym i śmiesznostkowym, gdyż pani zginęła z moim pendrivem w czeluściach podbiurkowych. Potem się wynurzyła ale bez pendrive’a za to z zupełną beztroską. I tak stałyśmy (ja stałam, ona siedziała gwoli ścisłości, na obrotowym krześle zresztą, ale dość tych dywagacji, panno Ewo!) i patrzyłyśmy się na siebie, i czas płynął. Upłynęło go sporo, choć tu trudno o obiektywizm. Bo na przykład dla tych panów, których mijam polegujących na ławkach na Plantach, czas płynie z pewnością całą zupełnieinaczej, niż dla buisnessmenów szturchających mnie torbami z najnowszymi laptopami, gdy biegną na Niezwykle Ważne Spotkanie. Choć i ci panowie ławkowi-plantowi pewnie inaczej się w czasie umiejscawiają, gdy mróz i niepogoda, a inaczej, gdy słońce. Jak teraz. Nic, tylko iść i iść. Albo na rolki na Błonia ruszyć. Co uczynię niechybnie za dni kilka.

A teraz konkret, bo Ewa! czas doprowadzić się do ładu. Przeczytać co trzeba, ogarnąć i świętować niedzielę jak należy. Z Panem Bogiem porozmawiać albo i pomilczeć i dobrze przeżyć ten piękny pierwszy dzień tygodnia. Oby bez wczorajszego bólu głowy, który zajął całą drugą połowę dnia i uniemożliwił cokolwiek ambitnego. Więc skończyło się mało ambitnie, kanapowo leżąco po ciemku oraz oglądająco film dość mało wymagający, za to podobno trzymający w napęciu. Podobno. Wolałabym obejrzeć “La dolce vita” tudzież “Piano Bar” czekające w kolejce. Doczekają się.

Słońce kawa i babilońskie zapisy i ogarnięcie przedgdańskie. I oby odpoczynek i uśmiechy Pana Boga wyłapywane zza rogu albo raczej twarzą w twarz nam pojawiające się, tylko czasem niedostrzegane. To będzie dobry dzień.

Written by jaszmijesmukwijne

12 październik 2008 @ 8:26 am

Dodaj komentarz