Archiwum dla październik 2008
Od nowa.
Taki impuls. Co z tego, że obudziłam się o 12:30. Koniec. Coś mi czas się rozłazi, nauki brak, i… i mam wyrzut, że zamiast na wieczór z moim ulubionym poetą, ulubionym absolutnie i jeszcze bardziej, poszłam na imprezę. Rozczarowującą zresztą. Głód intelektualny, duchowy, wszelaki taki. Trzeba coś z tym zrobić i to prędko. I ja to zrobię. Bo tak być nie może a ja nie pozwolę żeby dalej się psuło. Żebym ja się psuła. Co to to nie!
Środek dnia, ale pełna mobilizacja. Wskakuję w robocze ciuszki, sprzątam, gotuję… i będzie nauka. A jak. Czas trochę poprostować sobie, w sobie, u siebie. A zacząć można od rzeczy małych, niewielkich, najmniejszych. A potem… a potem to oby się to przełożyło na to na czym najbardziej mi zależy.