Spacerowo-owo
dobrze mieszkać tu. nadmorsko. sobota, przedostatni dzień maja, w sopocie i gdyni tłumy, dlatego licząc na mniejszą frekwencję jedziemy na stogi. i co? frekwencja nie tyle mniejsza co żadna, pusta, bezgranicznie pusta plaża, wielki bezkres, słońce, mocny wiatr i fale rozbawione, wysokie i zalewające. buty na przykład. co sprytniejsi – czyli ja – buty zdjęli.
pięknie. i tylko w pewnym momencie beztroski pan z bestroską puszką piwa w ręce. i się szło i szło i szło w tą pustkę, choć słowa wcale nie były puste. różnorakość wielorakość radość z bycia, zaufania i uśmiechu przez śmiech i łzy też ale tych drugich zdecydowanie mniej. a na koniec zaskoczenia literackie i zupełnie niespodziewanie pożyczony Lewis, znów. Ten sam ale inny:)
Bałkańska muzyka ostatnio w mych uszach. uszach duszach. ['dusz jest stanowczo za mało jak na całą ludzkość']
dziś słońce za oknem znów. ja tym razem w oknie. dzień prawie cały, cóż. testy testy testy, naumiewam się co by do samochodu wsiąść w przyszłym tygdniu już. byle do wieczora. bo wieczorem..
